Jest ranek godzina 7:15, robię śniadanie w kuchni. Słyszę, że Zosia już biega i rozrabia.”Mamo zrób mi kanapeczkę z miodkiem!” Przynoszę do dużego pokoju śniadanie Zosi na jej plastikowym ulubionym talerzyku. Rzut oka na młodszą pociechę czy nie wkłada sobie czegoś niezidentyfikowanego do buzi, bo na całym dywanie już pełza. Zosia wesoło mruczy i je swoje małe kanapeczki „bez skórki” i ogląda poranną baję (wiem nie wychowawcze, ale tak właśnie to rano wygląda).
Po śniadanku myjemy ząbki.Po kilku wezwaniach do Zosi dochodzi echo moich słów i wreszcie przychodzi. „Co mamo„, tu nagminne poprawianie „Zosiu nie „co” tylko słucham, chodź myjemy ząbki”. W tym miejscu moje dziecko ma wiele argumentów dlaczego ząbków nie musi myć. Trudno, ja nie ugięta, musi umyć i kropka. „Mamo, ale tą truskawkową pastą dobrze?” . Co poradzę innej nie mamy dziś w domu, skończyła się.
Nadchodzi czas na ubieranie, zawsze musi być dyskusja na temat bluzki i leginsów. Najchętniej nie zależnie od pogody oczywiście Zosia wybiera „suseneczke„, nie zawsze jej na to pozwalam i w tedy jest pretensja. Trudno, ja nie ugięta.
Zosia się cieszy przez cały ranek, że pójdzie do przedszkola, że się pobawi, że spotka koleżanki, że pójdzie na „buju, buju”. Wchodzimy do samochodu i nasz stały repertuar śpiewany na głos za każdym razem jak jeździmy samochodem. „Biega, krzyczy Pan Hilary, gdzie są moje okulary„, „Ja jestem pan tik tak ten zegar to mój znak, tak, tak, tak„. Ja do tego śpiewu dodaje jeszcze gestykulację. Ludzie w innych samochodach na pewno dziwnie mi się przyglądają, bo widzą tylko mnie, z tyłu tak gdzie siedzi Zosia są zaciemnione szyby.
Po 30 minutach jesteśmy na miejscu, nic nie zapowiada dramatu, który zaraz się rozegra. Oczywiście to nic wielkiego dla osób, które przez to nie przeszły, ale dla każdej mamy to faktycznie jest dramat!
-Zosiu wysiadamy, jesteśmy w przedszkolu
-Mamo, Ty idź a ja na ciebie tu w samochodzie poczekam
-Zosieńko, ale to ty teraz idziesz do przedszkola, do dzieci, na zajęcia, będziesz malowała i pójdziesz na plac zabaw!, będzie super!
-Nie mamo ja nie chce, ty sobie pójdziesz i ciebie nie będzie. Odpowiedziała z łzami w oczach.
-Zosieńko nie pójdę, zostanę za drzwiami.
-Obiecujesz mamo, że będziesz?
-Tak kochanie, ty zjesz zupkę a ja będę na ciebie czekała, chodź zrobimy jeszcze siusiu i wytrzemy nosek.
Po namowach wyszła z samochodu i idzie zemną do bramy, otwieramy kolorowe drzwiczki, czytam jej co będzie na obiadek, cieszy się na widok zegara z którego wychyla się kaczka i kwaczę na godzinę 10:00. Zdejmujemy butki, jeszcze chwilę siedzę i tłumaczę jej, że będzie fajnie, ale ona nie chce i płacze.Otwierają się drzwi i Pani mówi „Ja się nią zajmę,” chce wziąć ją na ręce a Ona mnie uczepiona, jak małpka, nie chce, szarpie mnie za ubranie i płaczę „Ja nie chce!!” Mam ochotę ją zabrać i mieć przy sobie. Z tyłu mały cichy głos mówi, „To dla jej dobra, tu się rozwija, tu się uczy i poznaje dzieci”, puszczam ją.
Pani ją zabrała i zamknęła drzwi. Słyszałam jak płacze, usiadłam na małej ławeczce w przebieralni i zasłoniłam dłoniami twarz. Myślałam „Boże po co to wszystko, biedne dziecko, moja Zosia, jestem złą matką”. Po chwili płacz ustaje, słyszę, że coś mówi i słyszę odgłosy zabawy „ufff„. Wychodzę z przedszkola, szybko pozałatwiać inne sprawy. W końcu mam tylko 3 godziny, bo taki wybraliśmy program. Narazie, potem Zosia będzie chodziła na cały „etat” do 16:00. Kaca moralnego po zostawieniu córki w przedszkolu się nie pozbędę, do póki jej nie zobaczę i nie ucałuję.
Po zajęciach rzuca się na szyję i mówi mi, że „było fajnie„. Streszcza każdą chwilę co się działo, co robiła. Ale jutro O rety dziecko, znowu pozostawisz mnie z kacem na cały dzień, do póki cię nie zobaczę, uściskam i ucałuję.
Nie wiem czy wy też macie takie odczucia? Może wasze maluchy nie mają takich przedszkolnych rozterek. A może jeszcze nie macie dzieci i zastanawiacie się jak to będzie?
Ja też się kiedyś zastanawiałam i myślałam „nic trudnego oddać malucha i robić swoje„, kurczę jednak trudne i wsiada na psychę! Przynajmniej do czasu ustabilizowania emocji moich i dziecka.
Sam pamiętam dobrze jak liczyliśmy różne rzeczy po drodze do przedszkola, żeby młoda nie zdążyła się nastawić negatywnie już po drodze, bo były momenty że tak się w fotelik wtopiła, że nie było rady ją wyciągnąć.
No właśnie i nie wiadomo co zrobić rozum bije się z sercem.
dzieci nie mam ale chyba faktycznie gorzej te rozstania przezywają rodzice, dzieci niby płaczą, a jak tylko zamkną się drzwi dzieci są w swoim raju 😉
No właśnie, chyba dla rodziców to większa trauma niż dla dzieci ale liczę na to że przejdzie mi i jej. Już dzisiaj się pytała kiedy idzie do przedszkola bo jest fajnie 🙂
U nas przedszkole dopiero przed nami. Wiem jednak co czujesz. Mam podobnie jak gdzieś wychodzę bez Gniewka.<br /><br />Ściskam<br />Karolina
Już powolutku się oswajamy i ja i ona ale myślę o niej cały czas jak jest w przedszkolu 🙂
Takie rozstania faktycznie muszą być dosyć trudne zarówno dla rodzica, jak i dla dziecka 🙂 pisałaś u mnie o dodaniu bloga do blogosfery kosmetycznej, ale nie mogę nigdzie znaleźć żadnych informacji na ten temat 🙂 Pozdrawiam!
U mnie po tygodniu się skończyły ciężkie rozstania, a zostały zamienione na ciężkie powroty do domu. Maja za nic nie chciała zostawiać dzieci. Musiałam ostro ruszać mózgownicą, wymyślając zabawy jakie razem będziemy robiły już w domu 🙂 Ale doskonale pamiętam jak serce się rozdziera, zostawiając swojego maluszka płaczącego.
No właśnie, u nas już na szczęście znacznie lepiej, już są nawet oznaki radości na hasło "przedszkole" 🙂
Ja potrafiłam kilka razy odchodzić spod drzwi przedszkola i wracać. Nawet dzisiaj, na samo wspomnienie, robi mi się ciężko. Jak tylko mogłam, wysyłałam z dziećmi męża i powiem Ci, że to facet, a też przeżywał i pamięta – tylko chłopcy nie pamiętają 😉
Mój mąż też przeżywa, jak pierwszy raz zostawiał Zosie to zadzwonił do mnie i się poskarżył jak się źle z tym czuję jak płakała itp. ale teraz już na szczęście jest "cześć tato" i wchodzi do przedszkola i dzieci 🙂 ufff.
Moja Kingusia na razie nie chodzi jeszcze do przedszkola, ale sama się obawiam jak to będzie. 🙂
Może być różnie, ale trzymam kciuki żeby obeszło się bez płaczu 🙂