To pytanie usłyszałam od mojej 4 letniej córci i nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Bo co ma powiedzieć matka czy ojciec swojemu dziecku, chcąc oszczędzić mu wszystkich nieprzyjemnych i okropnych wydarzeń i sytuacji w życiu?. Ja osobiście długo się nad tym zastanawiałam.
Moi rodzicie byli raczej osobami „chroniącymi” mnie i moją siostrę przed tematem śmierci. Nie mówiono nam o tym, nie pozwalano chodzić na pogrzeby, nawet w telewizji nie oglądałyśmy ceremonii pogrzebowych. Moja mama zakrywała nam zawsze oczy w trakcie takich scen, bo ona sama miała ze śmiercią problem. Dla mnie jej skrywanie przed nami śmierci było normalne. Nie miałam potrzeby dowiadywania się nic na ten temat, bo on dla mnie nie istniał, aż do dnia w którym umarła moja prababcia.
W nocy zadzwonił telefon, z tą smutną wiadomością. Prababcia umarła, w śnie, spokojnie, ze starości w wieku 90 lat. Moja mama była zrozpaczona, babcia wpadła w depresję, a tata wyglądał na opanowanego i to on wziął na siebie ciężar tego, aby o śmierci powiedzieć mi i mojej siostrze coś więcej. Śmierć, co to właściwie znaczy?. Nie pamiętam jak tata tłumaczył nam śmierć babci, ale musiał zrobić to na tyle delikatnie i zrozumiale, że nie miałyśmy traumy związanej z umieraniem i końcem życia. Wiedziałyśmy z siostrą, że babcia jest w niebie i nad nami czuwa.
Dorosłam i urodziłam dzieci. Do puki nie musiałam, postępowałam tak jak moja mama. Nie mówiłam córce o śmierci nic. Uważałam, że to po prostu za wcześnie. Nie chciałam jej mówić o tym, że wszyscy umrzemy, bo w tym wieku dziecko nie zna jeszcze poczucia czasu i tego bałam się najbardziej, że gdy się dowie, będzie zastanawiała się kiedy umrze ona, ja, młodsza siostrzyczka. Zwlekałam z tym tematem i pewnie dalej bym go omijała szerokim łukiem, gdyby nie śmierć prababci i pradziadka Zosi w odstępie zaledwie miesiąca.
Nie zabrałam Zosi na pogrzeby, chciałam tego jej oszczędzić, w moim odczuciu było to zbędne. Płaczący ludzie w czerni, głęboki duł, posępna melodia trąbki, i panowie w czarnych rękawicach, czekający na zasypanie grobu. Sama byłam bardzo rozbita, ta śmierć dla mnie była taka bliska jak nigdy dotąd i taka namacalna. Czy to dlatego, że byłam na pogrzebach może 2 razy w życiu? A może dlatego, że moje mama miała do tego tematu wcześniej wspomniane podejście? Nie wiem, ale śmierć moich dziadków strasznie mną zawładnęła i miałam problem żeby się z nią oswoić.
Od czasu pogrzebów myślałam prawie wyłącznie o niej, wręcz czułam ją w powietrzu. Sama musiałam oswoić się z myślą, że moich dziadków już niema, że byli przez całe moje życie, a już ich więcej nie zobaczę. Musiałam zebrać siły i powiedzieć Zosi, dlaczego jej babcia a córka owych pradziadków płacze a zawsze była wesoła?. Dlaczego nie jeździmy już do tych pradziadków tylko do tych drugich?
Nie wychodziłam pierwsza z tematem śmierci, gdyż nie jest on dla mnie komfortowy. Czekałam na jej pytanie. Jak się okazało niezbyt długo. „Mamo, a gdzie jest prababcia i pradziadek?”. „Zosieńko umarli i są w niebie”. „A mamo, co to znaczy że umarli?. „.”Kochanie to znaczy, że już ich tu nie ma, są w niebie na chmurkach i pilnują nas”. „Mamo, a czy na cmentarzu też są ludzie?”. Zosia widziała już cmentarz, bo chodzimy tam regularnie zapalać świeczki, dla tata mojego męża.”Tak kochanie, tam leżą ich ciała a dusza, czyli taki aniołek idzie do nieba”. „Mamo, ale ja nie chce leżeć na cmentarzu, bo mi będzie niewygodnie!, i ciemno! i będę się bała!”. Ten strach w jej oczach, podpowiedział mi, że muszę trochę inaczej mówić o śmierci, bo to co do niej mówię jest zbyt abstrakcyjne, może przerażające? i nie zrozumiałe dla niej.
„Mamo, a czy duchy istnieją?, bo ja się ich boje!”. „Zosieńko, duchy mają swój świat, to takie istotki, które mieszkają w niebie lub głęboko, głęboko pod ziemią”. „A dlaczego w niebie, na chmurkach?”.”Bo to są dobre duszki tak jak twoja babcia i dziadek na przykład, a głęboko, głęboko pod ziemią mieszkają te złe, które nie mogą wejść do nieba”.”Mamo a jak one wejdą na ziemie?”.”Nie wejdą, nie mogą tu wejść, ani te złe ani te dobre”.”Mamo, a Michał (kolega z przedszkola) kopał dół, i co dokopie się do tych złych?” .”Nie kochanie, nikt z ziemi nie może się tam dostać, te złe duchy są zamknięte tak jak w więzieniu.””A te dobre?”.”Te dobre też, mają własny świat w niebie na chmurkach, właśnie tak idą dobrzy ludzie jak umrą, a ci źli nie mogą się tam dostać”.
„Mamo a czy my wszyscy umrzemy?„Tu się zawahałam, miałam straszne obawy przed tym, czy nie jest to za wcześnie, czy nie zostanie w niej jakiś wewnętrzny lęk, gdy się dowie jak to jest naprawdę.Jednak wydusiłam z siebie te słowa. „Tak kochanie, kiedyś wszyscy umrzemy”.”Mamusiu?, a kiedy?”. Czas to kolejna „rzecz”, która jest dla dziecka trudna do pojęcia „Zosieńko za bardzo, bardzo długo. Babcia Krysia, jest już bardzo stara, prawda?” (to druga prababcia Zosi). „Tak”.”A widzisz jeszcze, dobrze się trzyma, chodzi z tobą na spacery, opiekuję się Helenką. Widzisz jak długo żyje? . Takie długie jest właśnie życie” .
I na tym rozmowa się skoczyła. Zosia sama uznała, że na tą chwilę już wie tyle ile ją interesowało. Temat chwilowo wyczerpany, ale boje się kolejnego starcia z tym niewdzięcznym tematem.
To wszystko jest trudne. Trudne dla rodzica. Trudne jest wytłumaczyć małemu dziecku, że nie zobaczy już dziadka, czy babci, czy innej bliskiej mu osoby, bo jest w niebie. Trudne jest wytłumaczyć, że (jeśli w to wierzymy) dusza to taki duszek, który mieszka gdzieś wysoko na chmurach. Trudno jest wytłumaczyć, że złe duchy nie dostaną się do nieba i że nie skrzywdzą tych dobrych. Matko!, ten temat jest tak trudny, że sama nie wiem czy sobie z nim poradziłam, mam ważnie, że nie do końca.
Najtrudniejsza jest dla mnie moja myśl, że moje dziecko od dziś będzie wiedziało, że życie nie trwa wiecznie. Myśli w których ja zdaje sobie sprawę, że moje dziecko też kiedyś umrze. Ja nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić, a co dopiero Ona!. Mała 4 letnia dziewczynka, która dowiedziała się właśnie, że jej mama nie jest superbohaterką i że śmierć nie zdarza się tylko w bajkach, ale o ironio! jest częścią życia.
Na koniec cytat, którego bardzo nie lubię bo sprawia, że o życiu myślę jak o części śmierci. A wole myśleć, że to śmierć jest częścią życia. Mam nadzieje, że niebo istnieje naprawdę, bo jakoś nie mogę znieść myśli, że już nigdy nie zobaczę ludzi których kocham, ponad życie.
„Życie, to śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową”
Koszmarny cytat, ale taki prawdziwy.
Porozmawiajcie ze mną. Napiszcie mi jak Wy oswajacie dzieci ze śmiercią? czy w ogóle to robicie? Ja osobiście czuje, że w tym temacie poniosłam porażkę….Może dlatego, że sama nie jestem pewna tego co mówię?. Moje przemyślenia z rozmowy z córką nie są na szczęście tylko przygnębiające. Są też i plusy. Pozytywne jest to, że Zosia przestała wstawać w nocy i nie przybiega już do nas do sypialni, że boi się duchów, czyli temat trochę jak by oswojony.
Może to jest właśnie metoda?, oswajać powoli, pomału, delikatnie? siebie i dziecko z tym tematem?
Mam wrażenie, że moje dziecko oswoiło się z tym tematem samo. Tak jak Zosia, ma cztery lata. Ale przez te cztery lata, wielokrotnie widział śmierć. W momencie, gdy szpital był jego drugim domem (a miało to miejsce wielokrotnie) nie dało się tego uniknąć. On widział od pierwszych miesięcy życia tą śmierć, te małe dzieci, które odchodzimy.
Co roku zabieram go na cmentarz. Widzi grób dziadków, przechodzimy obok malutkich grobowców, na widok których mam łzy w oczach. I kiedyś padło to pytanie „a tu kto śpi, aniołki?”. Aniołki. Małe, niewinne Aniołki. Tak mu też to tłumaczę, że to Aniołki, które odeszły, bo tak było im pisane.
I kiedyś usłyszałam od niego najcudowniejsze zdanie na świecie „obiecuję, że zawsze będę”…
To przykre że musieliście przychodzić przez takie trudne sytuacje. Jak piszesz pewnie to oswoiło małego trochę z tematem. Temat aniołków chyba jest dla rodzica najprostszy do przekazania i najłatwiejszy do zrozumienia dla dzieci.
Gdy moja babcia była chora to zastanawiałam się czy w razie czego wezmę dziewczynki na pogrzeb, ale gdy już babcia zmarła nie miałam najmniejszych wątpliwości, że pójdą pożegnać prababcię, w końcu były u niej ze mną codziennie przed jej śmiercią. I muszę przyznać, że to była bardzo dobra decyzja, Myszka była ze mną cały czas i bardzo mnie wspierała (no zamiast ja wspierać ja to 4-latka wspierała mnie), sam pogrzeb nie zrobił na niej praktycznie żadnego wrażenia. Jedyne czego jej oszczędziłam to informacji, że babcia leży w trumnie, a ona nie miała jeszcze wówczas etapu zadawania pytań. Przyjęła, że jesteśmy na pogrzebie babci i już, wiedziała, że babcia jest już w niebie i nie zastanawiała się „co” jest w trumnie.
Pradziadkowie Zosi odeszli niestety szybko i nagle można by było powiedzieć z dnia na dzień. Dziadek był w szpitalu w stabilnym stanie i miał wychodzić. A mama opiekowała się babcią. Rozmawiałam z babcią dzień przed jej śmiercią mówiła „Adusiu boje się śmierci” mówiłam jej że jeszcze wszystko przed nią, a tej samej nocy nagle zemdlała i nie odzyskała przytomności. Dziadek wyszedł następnego dnia i załamał się kompletnie na wieść i tym że „nie zaczekała na mnie, nie pożegnałem się” i chyba przez ten smutek też dołączył do niej szybko. Więc moje dzieci jakoś tak nie bardzo miały czas aby się „przyzwyczaić” do tego że dziadkowie są chorzy.
Chyba jest właśnie tak jak mówisz – podejście i przekazywanie wiedzy o tematach tabu ma więcej wspólnego z lękami rodziców niż z samym tematem. Myślę, że postawa rodziców ma faktycznie duże znaczenie. Jeśli dziecko się nas o coś pyta, nawet o śmierć i my odpowiadamy spokojnie „Tak, wszyscy umrzemy. Tak już jest.” To jest duże prawdopodobieństwo, że dziecko po prostu przyjmie to do wiadomości. Tak samo jak to, że w zimie pada śnieg. Być może zapyta co się dzieje potem. I to jest moim zdaniem dużo trudniejsza sprawa.
Bardzo cenny komentarz, że strach siedzi w głowie rodziców i ja go chyba odziedziczyłam od mojej mamy i dlatego tak strasznie boje się tych tematów, wiem że najpierw samo muszę się z nim oswoić, aby móc przekazać dziecku.
Dzisiaj oglądałam ostatni odcinek „Bones” (nie wiem czy znasz ten serial) i główna bohaterka (m.in. antropolog) stwierdziła „W społeczeństwach, które otwarcie mówią o śmierci, strach przed nią jest znacznie mniejszy” tłumacząc swojej kilkuletniej córce, że własnie szukają paczki z prochami jej wujka. Jakoś tak od razu pomyślałam o Twoim wpisie:) Pozdrawiam
Tak znam serial i bardzo lubię, tylko dawno już nie oglądałam. Tak główna bohaterka ma dość specyficzne podejście do wielu tematów ale jej podejście jest na pewno warte uwagi. Przeczesz są społeczeństwa i religie w których śmierć kogoś i jego pogrzeb jest dniem radosnym bo przecież idzie do lepszego świata. Sęk w tym że ja nie do końca wierzę czy takowy istnieje i tego się boję.
Czasami dochodzę do wniosku, że wyjście z przeciwstawnego założenia – po śmierci nie istnieje nic – tak naprawdę pozwala sobie uświadomić, że to co mam tu i teraz, to wszytsko co mam, więc powinnam się tym cieszyć. Ja raczej nie wierzę w ten lepszy świat. I naszym dzieciom też tłumaczymy że ze śmiercią jest tak jak z narodzinami. Najpierw cię nie było i jesteś, a potem znów cię nie będzie. Starszy przyjął to za coś oczywistego, przynajmniej na razie, młodszy jest jeszcze za mały, żeby pytać:)
Ola chyba nie jestem tak odważna jak ty aby o tym mówić i myśleć w ten sposób, ale podziwiam.
To chyba nie jest kwestia odwagi czy podziwiania. Po prostu dla mnie obecnie to najsensowniejsza opcja. Być może chciałabym, żeby było inaczej, ale trudno mi jest w to uwierzyć biorąc pod uwagę obecny stan mojej wiedzy, moich doświadczeń, przemyśleń i wniosków. Zawsze może sie jednak okazać, że nie mam racji;)
Właśnie mam ten problem- zmarła moja babcia. W środę pogrzeb…ale z Młodą jeszcze nie rozmawiam za bardzo na ten temat. Nie dlatego, że jest za mała. Ona bardzo wszystko bierze do siebie, ma problemy z emocjami i póki co oszczędzam jej tego…wiem, że kiedyś trzeba będzie się z tym tematem zmierzyć ale nie teraz. Na pogrzeb jej nie zabieram.
Rozumiem. Jak też swojej nie zabrałam i gdyby nie pytała to szczerze zastanawiałby się czy w ogóle zaczynać teraz ten temat. A poza tym tak jak piszesz dzieci są różne i niektóre z tematem radzą sobie lepiej inne gorzej.
Przyjdzie czas i się wszystkiego dowie. Nie chciałabym narobić więcej problemów niż mamy obecnie z emocjami itp.