You are currently viewing Tata na porodówce. Czyli punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

Tata na porodówce. Czyli punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.

„Poród jest piękny, bo nowe życie przychodzi na świat” Tak piszą autorzy wierszy oraz poradników dla młodych rodziców „Jak pięknie rodzić”. I można byłoby się z nimi zgodzić tylko jest jedno ALE….

 

Poród odbierany jest często zupełnie inaczej przez matkę a zupełnie inaczej przez ojca. No trudno się dziwić perspektywa jest z goła inna. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu.

Kobieta bierze na siebie cały trud „wypchnięcia” tej małej istoty na świat. A mężczyzna uczestniczący przy porodzie bierze na siebie całą resztę. Czyli opiekę nad „dobrym samopoczuciem” rodzącej i jeszcze ma na głowie( ten biedny samiec), kilka innych rzeczy nad którymi w czasie porodu musi się pochylić (dosłownie) łącznie z zaglądaniem swojej żonę w krocze ” Proszę spojrzeć jak wychodzi główka

Dlatego, też tak inne mogą być perspektywy i wspomnienia z porodu.

 Perspektywa matki 

Tak, to był trudny dzień, odeszły mi wody, zaczęły się skurcze, najpierw nieregularne, potem coraz silniejsze i dłuższe. Wiedziałam, że to już ten czas, że rodzę. Zadzwoniłam do położnej. Była 3 nad ranem. Uspokoiła mnie mówiąc, że to pierwsze dziecko, że jeszcze mam czas. Spokojnie się ubrałam, umyłam włosy, sprawdziłam czy torba jest spakowana.

W szpitalu mnie zbadali, tak miałam już 4 centymetry rozwarcia. Przebrałam się w szpitalną piżamę, bo mojej było mi szkoda i chwyciłam męża za rękę. Chodziliśmy po szpitalnym korytarzu godzinę, aż moje skurcze nie zaczęły być na tyle mocne, że nie byłam już w stanie chodzić. Weszłam pod prysznic, tam drżąca z zimna i z bólu siedziałam na wielkiej piłce, która ponoć miała mi ulżyć w bólu – nie ulżyła.

Przenieśli mnie na łóżko porodowe. Przyszła położna, aby mnie zbadać, tak rozwarcie postępuję, miało już 8 centymetrów. Skurcze są już nie do wytrzymania. Ściskam męża i w myślach klnę na cały świat, w tym na jego plemniki. Trzydzieści minut później jest już 10 cm. Zaczynają się bóle parte. Matko! to jest ból tak silny, że krzyczę już i klnę nie tylko w myślach. Pierdziele nie rodzę, wciągam bachora z powrotem i wychodzę. Tak wiem, że to irracjonalny pomysł, ale tylko taki przychodzi mi do głowy.

Prę, tak mocno, że zastanawiam się czy razem z dzieckiem nie wychodzi mi też żołądek. Położna mówi do mnie, że to jeszcze chwilę, że to już prawie koniec. I chwilę później faktycznie jest już z nami nasza, piękna, cudna istotka nasz największy skarb. Trzymam to maleństwo na rękach jak pan doktor mnie zszywa. Już jestem szczęśliwa, zapominam o bólu. Mąż jest blady jak ściana, ale się uśmiecha i też się cieszy.

Miną już czas połogu. Już przywykliśmy jako rodzice do naszego poprzestawianego życia, ale mąż nie che się do mnie zbliżać. W sensie w nocy, nie wiem o co chodzi?!.

Perspektywa ojca

Obudziła mnie w nocy. Nie wiedziałem o co chodzi. Powiedziała, że rodzi i w tym momencie zalała mnie fala strachu, przed tym co się dziś stanie na sali porodowej. Powiedziała, że mam być z nią i już, że mam ją wspierać, że mam z nią być. Zgodziłem się bo ją kocham. Chciała, więc to musi być dla niej ważne. Ja nie chciałem, ale ona i tak robi najtrudniejszą robotę, więc się zgodziłem.

Słyszałem, że rozmawia z położną. Mam jeszcze chwilę czasu na pozbieranie myśli. Jedziemy do szpitala. Mówi, że ją boli, że to trochę tak jak w pierwszym dniu okresu. Mam to sobie wyobrazić, ale nie bardzo wiem jak?. Gdyby ktoś mi powiedział, że to boli tak jak kopnięcie w jaja to bym wiedział, ale jak na okres?

Jesteśmy już na oddziale położniczym. Mój strach przed wejściem na sale porodową narasta. Trzęsą mi się nogi i lepią od potu ręce. Ale, muszę się trzymać w końcu ona tu robi najtrudniejszą robotę. Trzyma mnie za rękę coraz mocniej, aż drętwieją mi palce. Siedzi na piłce, pod prysznicem i płacze z bólu, a ja nie wiem co mam zrobić?, co powinienem zrobić?.

Przenieśliśmy się do sali porodowej. Tu zaczyna się mój nasz koszmar. Położna bada żonę. Matko wchodzi jej tam całą ręka! i leje się krew. To już 10 cm. Żona prze, krzyczy, rzuca we mnie bluzgami i znowu krzyczy. Położna zachęcającym tonem mówi do mnie żebym zobaczył główkę dziecka. Wcale nie chcę, chcę żeby to wszystko się już skończyło.

Spoglądam jednak na twarz żony, nie wiem czy ten grymas spowodowany jest moim wahaniem czy raczej skurczami partymi. Nie wiem i nie chcę się o tym przekonać. Zajrzałem, O Matko Boska! To ma być piękne? Kroczę mojej żony jest olbrzymie! a wychodząca z niego czubka ludzkiej głowy….i  krew; pełno krwi. Obraz krwawy niczym z „Piły” . Tylko w filmie ta cała scena była jak by mniej straszna niż ta, z którą przyszło mi się dziś zmierzyć.

Jest ręka!, krzyczy do mnie położna, a ja już nie chcę tam drugi raz zaglądać. Chwilę później widzę małą, brzydką, siną, pokrytą płynami owodniowymi istotkę. To nasze dziecko. Żona jest zachwycona i przytula je do piersi a ja lekko się do niej uśmiecham. Jeszcze tylko przecięcie pępowiny i będę tatą na medal. Tylko jak ja teraz zajrzę mojej żonie w krocze oczy?

**********

Tak, to może widzieć tata. I nie ważne jakim w życiu jest „kozakiem” poród nie jest dla wszystkich Panów. Powinnyśmy zdać sobie z tego sprawę i nie ciągnąć go za uszy. Bo dzień urodzenia dziecka powinien być dla obojga rodziców cudem, a nie koszmarem dla jednego z nich. Są mężczyźni, którzy chcą uczestniczyć przy porodzie i nie robi to na nich wrażenia „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, ale są też tacy którzy zmuszeni do wspólnego porodu , potem zmienią już na zawsze spostrzeganie ciebie jako kobiety.

Warto więc o tym porozmawiać. Przed porodem, nie ustalać wszystkiego na ostatnią chwilę. Przyszły tata, który nawet będzie chciał uczestniczyć w porodzie, może chcieć zmienić zdanie w trakcie, bo my kobiety odbieramy to inaczej. Wiem to trudne, ale nie tylko dla rodzącej. Mężczyzna ma naprawdę trudną rolę. Kobieta na porodówce oczekuje od niego, że będzie opiekunem, misiem, obrońcą i jeszcze położnikiem.

Powiem szczerze, że gdybym ja musiała oglądać swoje krocze w różnych nienaturalnych rozmiarach i kształtach tak jak oczekuje się tego od przyszłych tatusiów, to sama nie wiem czy czułabym się tak samo seksowna jak przed porodem. Więc jeśli mężczyzna nie chce to lepiej, aby zapamiętał ciebie i twoje wszystkie części ciała w normalnych rozmiarach i kształtach. Bo to, co dla jednego może być piękne, dla drugiego może być barierą niesmaku nie do pokonania.

Mój mąż był ze mną na porodówce, przy pierwszym i drugim porodzie. Przecinał pępowinę, ale sam chciała tam być. Nie zmuszałam, nie napinałam. Wiedziałam, że nie lubi widoku krwi, więc na siłę go nie ciągnęłam, mógł odmówić i ja bym to uszanowała.Oczywiście jest świetnie kiedy mężczyzna „rodzi” z kobietą, ale nie za wszelką cenę. Można zawsze poprosić mamę lub przyjaciółkę o wsparcie w porodzie, a przyszłemu tacie oszczędzić widoków.

Warto, aby mężczyźni wiedzieli, że mają prawo odmówić uczestniczenia w porodzie, że nie jest to ich obowiązek, ale przywilej. 

Ten post ma 17 komentarzy

  1. Klaudia Ce

    Podoba mi się rozłożenie perspektywy. Mama nie jestem, kiedyś pewnie będę, dawniej bardzo chciałam faceta przy boku w tej chwili, teraz niekoniecznie. Ale niech też coś poczuje, niech się choć psychicznie trochę pomęczy. Czy faceta trzeba asekurować i odsuwać od nieprzyjemnych doznań? A my kobiety? Czy to im ma być zawsze miło i przyjemnie.

    1. A wiesz my przede wszystkim jesteśmy silniejsze i fizycznie i psychicznie dlatego, to nam zostaje ta fucha rodzenia dzieci. A jeśli chodzi o to „niech coś poczuje” to warto ustalić wcześniej zasady, tak jak w komentarzu podpowiedziała nieobliczalna.pl partner był, czuł, wspierał, ale nie zaglądał 🙂

    2. Jagoda

      W tym konkretnym przypadku asekurowanie faceta może być też asekurowaniem siebie- nie chciałabym, by została mu trauma, byśmy się później borykali z jego lękiem przed tym, by mnie dotknął… Jak mądry, to i tak poczuje co trzeba 😉

  2. Matka Antyterrorystka

    Kiedyś o tym pisałam. Ja nie chciałam mojego niemęża jeszcze wtedy przy porodzie, on też nie chciał i było super. Przez chwilę jednak był na porodówce bo go położna wepchnęła. Skończyło się cc:) Nie rozumiem kobiet, które zmuszają partnera do uczestniczenia w tej chwili. Teksty typu robił niech teraz cierpi itp. są dla mnie żenujące. Podrzucam mój tekst 🙂 http://antyterrorystka.blogspot.com/2015/03/tata-przy-porodzie.html

  3. nieobliczalna.pl

    Mnie na szczęście się udało i miesiąc przed terminem pojechałam na cesarkę. Niezależnie od tego z mężem podczas uczestniczenia w szkole rodzenia zdecydowaliśmy, że będziemy rodzić razem. Mnie zależało żebym miała kogo za rękę ścisnąć, a jemu to nie przeszkadzało. Oczywiście od początku ustaliłam, że nie ma zaglądania w miejsce akcji. Zaglądać mógłby tylko w moje oczy.

  4. www.zaraz-wracam.pl | blog

    Mój Mąż chciał być z nami pod warunkiem, że nikt nie będzie go zmuszał do zaglądania „tam”. Dla mnie jego podejście było moim zbawieniem, dzięki temu czułam się komfortowo.

    1. To bardzo ważne aby rodząca kobieta czuła się komfortowo. Na sali w której rodziłam, bez mojego pozwolenia oprócz lekarza i położnej byli jeszcze studenci w tamtej chwili było mi wszystko jedno ale uważam że nic nie powinno robić się bez wcześniejszego ustalenia

  5. Sissi Paris

    zgadzam się z Tobą 🙂 przy obu porodach był ze mną mąż ale nie wywierałam na nim presji, chciał sam i to było cudowne 🙂
    pozdrawiam Cię Ada cieplutko!
    dawno mnie tu nie było ale sama rozumiesz mam niemowlaka w domu od niedawna 😉

    1. Bardzo się cieszę że wpadłaś do mnie 🙂 Super że już maluszek jest z wami, cieszę się że wszystko poszło dobrze 🙂

  6. Aldona Pawlak

    I ze mną był mąż z własnego wyboru. Poród zakończył się cesarskim cięciem, więc nie oglądał tego z tak dogłębnej perspektywy. Niemniej jednak widział przez drzwi mój, podobno podniesiony na haku, brzuch. Cieszę się, że byliśmy razem, bo poród miał być naturalny i do pewnego momentu tak to wyglądało, a bóle były wtedy tak silne, że źle byłoby mi znosić to samej. Poza tym nie jestem pewna, czy gdybym była sama to byłabym traktowana przez personel medyczny w taki sam kulturalny sposób… Z jego perspektywy natomiast wygląda to tak, że wszelkie sprawy fizjologi nie ruszają go równie mocno, jak przeciętnego człowieka. Może dlatego, że odbierał porody zwierząt i zajmował się nimi od strony medycznej. Niby człowiek a zwierzę to nie to samo, ale opieka nad nimi na pewno zmienia perspektywę postrzegania tym podobnych spraw.

    1. To na pewno takie doświadczenie pomaga. Mój mąż też zemną był z własnej woli, co najdziwniejsze że na widok krwi jest w stanie zemdleć a tu podczas 2 porodów, proszę nic go nie ruszało.

  7. mamowato

    Mój mąż chciał być na porodówce, przy czym od początku zaznaczał, że „nie od frontu” 😉

Dodaj komentarz