Minęło 3,5 roku od sprowadzenia na świat mojej starszej córki Zosi. Przez ten czas jako matka przeżyłam wzloty i upadki. Wzlatywałam pod niebiosa jak coś mi się udawało i spadałam boleśnie na tyłek jak sukcesu nie było. Jedno sobie natomiast obiecałam, nigdy nie będę porównywała mojej córki do innych dzieci ani do jej rodzeństwa .Bo przynosi to więcej złego niż dobrego.
Zosia zaczęła szybko mówić, zawsze była też bardzo zwinna ruchowo. Byłam z niej dumna, że tak sobie dobrze radzi, ale nigdy nie wpadło mi do głowy lecieć z tym do innych matek na placu zabaw i mówić jakie to moje dziecko jest świetne, albo co gorsza czego nie umie i w czym jest słabsza od innych dzieci.
Niestety zdarzają się mamy i to dość często ,które mają potrzebę informowania innych mam na placu zabaw (lub w innym dogodnym miejscu) jakie to ich dziecko się rozwija. Żadna mama nie przepada za słuchaniem (i to ze strony obcej kobiety) tego, że jej dziecko jest gorsze od innych dzieci. O ile jeszcze jestem w stanie zaakceptować fakt , że moim kosztem, ktoś chce poprawić sobie humor i samoocenę swoją i swojego dziecka, ale za to nie jestem w stanie zrozumieć sytuacji odwrotnej, gdy to matka mówi źle o swoim dziecku.
Wielokrotnie na placach zabaw podchodziły do mnie inne mamy mówiąc (pół biedy jak dziecko nie słyszy) „Ojej jak Pani córka już dużo mówi, mój syn mówi ledwo kilka słów, myśli Pani ,że wszystko z nim w porządku?!” lub „O ,ale zwinna dziewczynka, już tak dobrze chodzi, moja córka to jeszcze długa tak chodzić nie będzie!” albo najgorsze teksty ,które zawsze mnie bolą ” Zobacz Maksiu ta dziewczynka tak ładnie chodzi, ty tak nie potrafisz!„.
Smutne…
Bo każde dziecko powinno czuć się wspierane i bezpieczne w każdym miejscu z każdą mu bliską osobą, a nie wplątywane w jakieś dziwne problemy emocjonalne dorosłych. Gdy trafi się mama ze swoimi problemami którymi obarcza dziecko ( bo właśnie to tak rozumiem, brak poczucia własnej wartości, przełożone na dziecko) reaguję zawsze tak :”Proszę się nie martwić, każde dziecko rozwija się we własnym tempie”. Ale co ja mogę przez te 10 minut kontaktu z ową Panią?!
Martwią mnie takie zachowania, bo przecież to czubek góry lodowej, bo skoro taka osoba oczernia swoje dziecko w oczach zupełnie obcej kobiety, to jak musi się zachowywać w domu przy domownikach w kontakcie ze swoim dzieckiem?. Mam wrażenie, że takie mamy biorą udział w jakimś maratonie czy wyścigu szczurów ,w które wplątują własne dziecko. Chcąc je zaszufladkować w jakieś ramy rozwojowe, jeśli w jakąś ramę się nie mieszczą „to sorry albo wypadasz z gry , albo się kochany do tych ram jak najszybciej wbijasz!. Mówisz tak jak trzeba, i chodzisz wtedy kiedy trzeba i ząbki też masz mieć wtedy ,gdy wszystkie dzieci mają„bo inaczej jesteś ble!, bo mamusia z takim „opóźnionym” dzieckiem się pokazywać nie będzie, albo zrobi sobie z dziecka przedstawienie na placu zabaw.
Wyobrażam sobie taką młodą osobę za kilka lat. Przez 15 lat swojego życia słyszała, że jest gorsza, że nie umie, że się nie nauczy, że inne dzieciaki w jej/jego wieku to już potrafią to i sro! Co taki młody człowiek może myśleć? no tak od małego mama powtarzała mi w piaskownicy :”Zobacz Maksiu ta dziewczynka tak ładnie chodzi, ty tak nie potrafisz!„. To co ja mogę? nic ! po prostu tego nie zrobię, nawet nie będę próbował bo nie umiem.
W pracy młody 25 letni Maks będzie popychadłem „Stary zaparz kawki”, w głowie Maksa „bo przecież na nic innego cię nie stać” Nie sięgnie po swoje marzenia, nie znajdzie wymarzonej dziewczyny, bo przecież „go na to nie stać, to nie jego liga„. Gdy w wieku 35 lat założy rodzinę, w stosunku do swoich dzieci powieli schematy z piaskownicy, bo nikt mu się powiedział, że są złe. Jako starszy Pan będzie zgorzkniały i smutny, bo nie zrobił w życiu tego co mu się marzyło. I umrze nieszczęśliwy…nie przeżywając życia tak jak by chciał, ze strachu i z poczucia „bo tak mi mówili”…
A wystarczyło tego małego Maksia wspierać w jego rozwoju na tym placu zabaw, nie wrzucać go w jakieś sztuczne ramy. Wystarczyło powiedzieć
” Dobrze ci idzie, nauczysz się niedługo biegać równie dobrze” .
Jest to problem bardzo złożony, ale wystarczy zacząć od tych rzeczy najmniejszych czasem wydających się nieistotnymi, aby zmienić czyjeś życie na gorsze lub lepsze. Są osoby, które po mimo wiecznego kopania w dupę – WSTAJĄ, OTRZEPUJĄ się i dają RADĘ , ale zdecydowana większość niestety POLEGA…
Moja córcia jest dla mnie wspaniała, najlepsza, niepowtarzalna. Staram się ją codziennie wspierać w jej „byciu sobą” w jej wyborach. Nigdy nie porównuje je do innych dzieci , chcę aby bawiła się z innymi dziećmi i nie czuła się gorsza lub lepsza od nich, chcę aby była SOBĄ! i wyrosła na szczęśliwa i spełnioną osobę.
Ten tekst został wyróżniony w cotygodniowym rankingu najlepszych wpisów rodzicielskich na stronie Mądrzy-Rodzice.pl
Jeśli ten tekst spodobał się Tobie lub pomógł, to będzie mi miło jak go udostępnisz.
Powstają zupełnie sprzeczne przypadki: albo się dzieci przed innymi przechwala podniebiosa albo neguje właśnie. Ja zawsze robiłam źle, gorzej… zawsze wpajano mi że nie zdam, nie zaliczę, nie nadaję się, nie zrobię i wymieniać tych NIE mogłabym bez końca. Jednak mimo to wydaje mi się, że poradziłam sobie, stanęłam na nogi chociaż wiele łez wypłakałam i wiele nerwów mnie to kosztowało…
Bardzo uważam na to co mówię o dziecku, nie chcę, by czuło się tak jak ja w tamtych momentach…
Ciesze się, że po mimo wszystko dałaś radę 🙂 i że wspierasz swoje dziecko 🙂 Dzielna z ciebie kobieta 🙂
Pamiętam jak dostawałam złą ocenę to było porównywanie do innych dzieci „one mogły a ty nie?” A jak dostawałam dobra ocenę to o innych nie było mowy, słyszałam wtedy „a co mnie obchodzi X”
Nie porównuje Antka i mam nadzieję, że tak dalej zostanie. Nie chce, żeby czuł się gorszy.
No właśnie dzieci stawiane za przykład to mnie zawsze bardzo frustrowało! Ale u nas w domu jak byłyśmy z siostrą małe to dziadkowie głównie porównywali nas do innych, chyba za ich czasów to norma była? nie wiem, wiem że to się zmienia i jest już coraz lepiej ze świadomością rodziców.
Ja na szczęście nie porównuje Kuby do innych dzieci. Wychowuję Go na dobrego człowieka. Nie zależy mi na tym czy będzie miał same 6 czy tylko 4- zależy mi przede wszystkim na Jego szczęściu i poczuciu bezpieczeństwa. Nie wychowuję Go w świadomości, że wszystko mu się należy, ani takiej, że na nic nie zasługuje. Uczę samodzielności, pomagam kiedy tego potrzebuję. Chcę byc dla niego oparciem w trudnych chwilach i radością w szczęściu. Staram się wspierać w Kubusiu poczucie własnej wartości, ale chcę również przesadzić w żadną stronę. Umiar we wszystkim to podstawa.
Umiar to podstawa to prawda tylko kurczę jak tu tą równowagę złapać? Ja tez się staram do niej dożyć, nie kiedy nie wychodzi ale uczę się i pamiętam jak ja się czułam będąc dzieckiem w różnych sytuacjach.
ja sama nie mam jeszcze dzieci, ale zgadzam się z Tobą całkowicie, że każdy inaczej się rozwija i nie można porównywać do innych.
Zgadzam się w pełni. Zawsze byłam pewna siebie i przebojowa, na pewno jest to po części kwestia osobowości a po części zasługa moich rodziców – zawsze czułam ich wsparcie, akceptację moich wyborów, dumę. Tak samo chcę wychowywać swojego synka 🙂
Super że miałaś szczęście mieć takich rodziców. Moi też są kochani ale niestety skupili się na dopingu mojej siostry, a nie troszkę odstawili.
Dokladnie. Super to ujelas. Mnie tez przeraza jak rodzice mowia do swoich Dzieci. Byla kiedys kampania spoleczna chyba Fundacji Dzieci Niczyje – matka slodkim glosem spiewajaca kolysanke swojemu Dziecku: Ty ofermo, glupku, nic nie umiesz itd. I jak sie Dzieci osluchaja, ze takie sa, to w to uwierza i nie beda w stanie udowodnic, ze matka czy ojciec debil nie mial racji.. Dlatego ja swoim Dzieciom mowie, ze sa madre, za dadza sobie ze wszystkim rade, ze Im sie wszystko uda. Wspieram Ich jak moge 🙂 Pozdrawiam!
O jej straszna kampania i na pewno bardzo dobitna bo tylko takie trafiają do ludzi, nie widziałam jej.Po rodzicach często niestety też dziadkowie dokładają swoje trzy grosze. Kiedyś słyszałam babcie ,która wnuczkowi powtarzałam bez przerwy, że nie może tam wejść bo nie da rady na placu zabaw. straszne.
kampania byla kilka lat temu, naprawde dala do myslenia. Najblizsi Dziecka nie zdaja sobie sprawe jak bardzo podcinaja skrzydla Dzieciom mowiac takie brednie. Strasznie mi szkoda tych Dzieci i jak tylko slysze takie teksty to od razu interweniuje (kiedys w przedszkolu dziadek odbieral wnuka, ktory tesknil za mama a dziadek: nie becz, nie rycz itd. Wtracilam sie, ze mama na pewno tez za Toba teskni i ze chcialaby Cie odebrac ale nie ma teraz jak. Dziadek opad szczeny (sztucznej) a ja do Niego – niech Pan sprobuje postawic sie na miejscu Dziecka.. Pewni nic tym nie wskoralam, bo taki pojedynczy wybryk nic nie poprawil, ale jak dziadek mnie widial, to sie w ogole nie odzywal do wnuczka 😀
O czyli jednak coś tam zaświtało dziakowi, może dziadek się zawstydził i zobaczył że można inaczej.
Oby.. Chce tak myslec! Pozdrawiam!
Najgorsze jest porównywanie dzieci. Maluchy słuchają, kodują. To co im w głowie zostanie to jestem gorszy i nie będą starały się aby wybiec dalej, zrobić coś lepiej. Najlepsze co można zrobić to chwalić, wspierać i dopingować:)
Jak najbardziej, niestety w głowach wielu rodziców jest jeszcze ciągle to zakodowane że dziecko nie rozumie co się mówi na jego temat.
To jest najgorsze. Walczę z wieloma osobami, które przy Mlodej zaczynają temat problemowy. Tzn. było tak z jej późnym chodzeniem i innymi problemami. Najbardziej cieszy mnie jednak, że zwracają uwagę na jej okulary i mówią, że są fajne a ona z dumą je nosi 🙂 to tak na marginesie
To świetnie 🙂 że lubi swoje okulary bo nie zawsze dzieci chcą je nosić, bo coś inne dziecko powie albo zacznie się śmiać i jest przykro. Jak pamiętam że jak byłam mała to rzadko można było spotkać kogoś o moim imieniu Ada i czasem miała z tego powodu przykrości bo pamiętam do tej pory dziewczynkę która naśmiewała się ze mnie i mówiła „Kto ci dał takie głupie imię?!” i też przez to nie lubiłam swojego imienia, a minęło już tyle czasu a jak to pamiętam,to temat trochę inny, ale dziewczynka podejrzewam że musiała mieć przykład od rodziców, którzy także w jej obecności obgadywali innych ludzi.
Dokladnie tak jest. Dzieci słuchają i później robią dokładnie to samo co rodzice…smutne to ale prawdziwe
Bardzo mądre słowa- ja miałam to nieszczęście być porównywaną w dzieciństwie do kuzynek i rodzeństwa- zawsze wtedy, gdy byłam w czymś słabsza. Lata całe, zanim z pomocą wiernych przyjaciół zrozumiałam, że ja też jestem cudem! Jak każdy! i każdy powinien to od swoich rodziców na starcie usłyszeć. Pozdrawiam.
To racja często porównuje się do siebie dzieci jak coś nie wyjdzie z czymś sobie dziecko nie może poradzić. Ja byłam porównywana często do siostry na zasadzie „Ty jesteś taka rozrzutna a twoja siostra zbiera pieniądze itp.” Zawsze się wtedy strasznie złościłam bo chciałam być osobną jednostka z własnymi błędami z własnym charakterem.
A przy tym dobijające jak bardzo rodzice sami mogą zepsuć relacje pomiędzy rodzeństwem- dzieci tak po prostu, z natury i szczerości chcą być najważniejsze i najwspanialsze dla swoich rodziców… ja sobie czasem nie mogłam poradzić z tym że jednocześnie uwielbiałam braci i nienawidziłam tego, że są ode mnie lepsi. A to było głupie nakręcanie złych emocji przez rodziców, którzy nie umieli nam pokazać, że jesteśmy wspaniali w każdej chwili, a nie tylko jak ze sobą rywalizujemy.
No właśnie rodzice chyba nie do końca zdają sobie sprawę że mogą zniszczyć lub umocnić relacje między rodzeństwem.
Oj znam znam niektórym ciężko zrozumieć że każde dziecko jest inne i rozwija się w sowim tempie 🙂
Myślę że to wina też książek dla rodziców, które pokazują ścisłe ramy w których dziecko powinno się znaleźć i lekarzy którzy sieją panikę jak dziecko nie chodzi czy nie siedzi w wyznaczonym miesiącu, a nikt już tych rodziców nie pocieszy i nie powie” spokojnie jeszcze nie ma się czym martwić, jeszcze jest czas”.
Juz od piaskownicy dzieci biorą udział w wyścigu szczurów, niszcząc samoocenę własnych pociechy…
Niestety, jedyne co można zrobić to nie niszczyć własnych maluchów i uświadamiać najbliższe otoczenie, mam nadzieje że jak ono się zmieni to może o jednego małego, poszkodowanego człowieka będzie mniej.
Straszni są tacy rodzice:(. Później z takich dzieci wyrastają niepewni siebie ludzie z kompleksami. Tacy którzy jak coś robią to nie mają poczucia satysfakcji. Moim zdaniem jak nie ma się komuś do powiedzenia czegoś miłego, to lepiej nic nie mówić.
Niestety matka może skrzywdzić dziecko na całe życie.
Niestety nie tylko ona ,ale na pewno ma największy wpływ na dziecko jeśli spędza z dzieckiem dużo czasu
Moja babcia jest taka toksyczna…taka była od zawsze dla mojego taty i jego siostry, potem dla nas…do dzisiaj taka jest…ale mimo wszystko strasznie ją kocham! Ale to pewnie dlatego, że miałam przy sobie bardzo kochającą mamę , która zawsze we wszystkim mnie wspierała i zbudowała u mnie duże poczucie własnej wartości.
Jednak całe życie będę współczuć swojemu tacie…mimo iż miał szczęście spotakć w życiu moją mamę, to i tak z dzieciństwa wyniósł dużo negatywnych emocji, ocen i doświadczeń.
Bardzo mądry artykuł! 🙂
Pozdrawiam,
Panna Joanna
Dziękuję Joanna, dorośli nie zdają sobie sprawy jak bardzo ich „szpilki” mogą boleć i utrudniać życie, Też kocham moją babcie ale potrafiła w jednej minucie zmiażdżyć człowieka psychicznie.
Prawda, dla rodziców to ich dzieci powinny być najlepsze! Choć nie do końca się zgodzę, że takie dziecko, które nie było chwalone nie będzie chwaliło swoich pociech w przyszłości. Nie zawsze tak jest. Taki rodzic, który nie otrzymał od rodziców wsparcia, kiedy był dzieckiem, czasami jest w stanie zrobić wszystko, aby nie powielać tego na swoje dzieci. Niekoniecznie koło musi się ciągle zataczać, ktoś czasem wybiegnie z tego obiegu.
Tak oczywiście, ale celowo pokazałam tą gorszą stronę aby dało to do myślenia.
moja gadzina jeszcze nie mówi, zęby wyrosły ze sporym opóźnieniem, ale każdego dnia jestem z niego tak strasznie dumna, że mogłabym z tej dumy pęknąć 🙂 codziennie mu to powtarzam, bo jest jedyną rzeczą w moim życiu, która wyszła mi idealnie 🙂 choć łapię się na tym, że czasem porównuję do innych dzieciaków, ale wiem też, że każdy rozwija się w swoim własnym tempie i jeszcze nie raz może mnie zaskoczyć 🙂 także bardzo dobry i trafny tekst, motywujmy nasze dzieciaczki, zamiast im wmawiać, że są w czymś gorsze od innych..
Dokładnie ja też z pierwszym dzieckiem się za bardzo denerwowałam o wszystko, ale nigdy nie porównywałam (przynajmniej na głos przy dziecku) moje Zosi do innych rozmyślenia przyszły jak się urodziła druga, na spokojnie z obserwacji wynikło że chyba trzeba o tym napisać bo nie wszyscy zdają sobie sprawę że dzieci rozumieją i że słowa mają wielką moc.